close
loading

Czytajmy etykiety, czyli o zawartości olejów i substancji aktywnych w kosmetykach

 

 

Dziś w zasadzie tylko (albo aż) o oleju mineralnym.

 

Znaleźć go można niemal w każdym kosmetyku, pod nazwą Mineral Oil lub Paraffinum Liquidum. Jest to pochodna ropy naftowej, poddana procesom oczyszczania i destylacji.
Zwolennicy oleju mineralnego twierdzą, że jest substancją bezpieczną i poniekąd naturalną-w końcu pochodzi ze złóż naturalnych. Warto jednak zastanowić się czy chcemy używać kosmetyk, którego przeważającą część stanowi składnik, który sprzedaje się na stacji benzynowej.
Wprawdzie oczyszczony ale …..
Oleju mineralnego bardzo chętnie używa się w kosmetykach, ze względu na jego doskonałą stabilność, obojętność względem skóry oraz bardzo niski koszt.
No właśnie obojętność. Mamy więc do czynienia z olejem, który absolutnie nie działa dobroczynnie na skórę. Nie zawiera żadnych cennych minerałów ani wartości odżywczych.
Tworzy na skórze warstwę okluzyjną , a więc nieprzepuszczający i niewchłaniający się film, który może zapobiegać początkowej utracie wilgoci. Początkowej, bo zbyt duża zawartość oleju mineralnego lub zbyt długi okres jego stosowania prowadzi do zaburzenia funkcji barierowych skóry i jej wysuszania. Brak przepuszczalności może również powodować działanie komedogenne, a więc zapychanie porów skóry.

 

Co innego prezentują oleje roślinne. One już same w sobie są substancją aktywną. Mają działanie odżywcze, regenerujące, łagodzące, nawilżające, gojące, przeciwzmarszczkowe i wiele innych. Posiadają witaminy, mikroelementy, kwasy tłuszczowe. W przeciwieństwie do parafin(olejów mineralnych), wchłaniają się w głąb skóry, przynosząc oczekiwane rezultaty kosmetyczne.

No dobrze, krem też zawiera wyciągi i substancje aktywne, co z tego że bazą jest olej mineralny? -powiecie. Ano to , że brak właściwości przepuszczających powoduje pozostanie wszystkich substancji aktywnych na naskórku. Cudowne ekstrakty, drogocenne dodatki do kremu nie mają zatem szans zadziałać. Okluzja jest dobra o ile nałożymy POD nią substancje aktywne.

Przy okazji nadarza się okazja dla obalenia mitu na temat pielęgnacji olejami. To przez parafiny tak wiele osób ma obiekcje w wyborze treściwego kremu na bazie olejów lub oliwek. Doświadczenia z tłustą, ciężką i niewchłaniającą się warstwą spowodowaną obecnością olejów mineralnych na pewno nie zachęca do kolejnych zakupów. A fakty są takie: olej mineralny  nie wchłania się, więc pozostanie na skórze. A oleje roślinne wspaniale przez nią przenikają, nie pozostawiając tłustej warstwy!

Zwolennicy chemii bronią właściwości parafin, tłumacząc że kosmetyki są mieszaniną oleju mineralnego i aktywnych olejów roślinnych. W porządku , tylko jak wyglądają proporcje tych mieszanin?
O tym dowiedzieć się można nie z cudownych opisów na opakowaniu kosmetyku, a z pełnego składu tzw. INCI ( skrót od International Nomenclature of Cosmetic Ingredients).

Naprawdę warto je czytać! I wcale nie jest tam zaszyfrowana jakaś czarna magia. INCI obnaży całą prawdę o tym, co w kosmetyku tak naprawdę jest i ile tego jest. Nazwy składników użytych w kosmetyku umieszcza się w kolejności-na początku znajdują się substancje użyte w największej ilości, a na końcu w najmniejszej.
Piękny opis o zawartości dobroczynnego oleju jojoba czy makadamia ma tylko zachęcić do zakupu. Przeczytaj INCI- jeśli wymienione powyżej przykładowo oleje jojoba i makadamia: Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil oraz Macadamia Ternifolia Seed Oil znajdują się a końcu listy, to znaczy, że jest ich znikoma ilość, często nawet 1% !

Co zatem najczęściej znajdziemy na początku listy INCI? W kremach zazwyczaj Aqua a następnie Mineral Oil ( zamiennie Paraffinum Liquidum), w oliwkach króluje Mineral Oil.
Kupując taki kosmetyk wyrzucamy pieniądze , naiwnie wierząc że dbamy o nasz wygląd i zdrowie.
Rzućmy okiem na skład oliwek dla dzieci. Większość z nich posiada w składzie olej mineralny. Zapewne ze względu na obojętność parafin względem skóry. Ale naprawdę jesteś przekonana, że to dobry pomysł, aby smarować delikatną skórę dziecka pochodną tego, co kupujesz na stacji benzynowej? Lepiej weź olej kokosowy z kuchennej półki-jest hipoalergiczny i również bezpieczny dla skory ale posiada w swoim składzie całe mnóstwo kwasów tłuszczowych, witaminy B1, B2, B3, B6, C, E, kwas foliowy, a także potas, wapń, magnez, żelazo, fosfor i cynk. Działa nie tylko ochronnie ale odżywczo, nawilżająco, antybakteryjnie i gojąco.
A to tylko jeden z przykładów jak działają oleje roślinne i dlaczego są niedoścignionym konkurentem dla pochodnych ropy naftowej.

 

A zatem, jaki będzie Twój kolejny wybór kremu, balsamu czy oliwki?

Poprzedni wpis: Mydło na zdrowie

Kolejne wpisy: